Patron Gimnazjum

SYBIRACY – PATRON GIMNAZJUM W NOWYCH PIEKUTACH

         Syberia to region w azjatyckiej części Rosji o powierzchni około 10 mln km2. Położona jest między Uralem na zachodzie, Oceanem Arktycznym na północy, Oceanem Spokojnym na wschodzie oraz stepami Kazachstanu i Mongolii na południu. Jej wyróżnikami są: surowy klimat, bezkresne, nieskażone obszary tajgi i tundry, liczne bogactwa naturalne. Mieszkańców tej krainy nazywa się Sybirakami. Dla Polaków Syberia nie kojarzy się jednak z pięknem i dostojeństwem, lecz z cierpieniem, bólem, represjami wobec naszych rodaków za ich patriotyczne postawy i czyny, a słowo SYBIRAK oznacza zesłańca nie tylko na Sybir, ale także do Kazachstanu, Uzbekistanu czy na północne tereny Rosji europejskiej.

CZASY CARSKIE

         W Rosji zesłania na Sybir były powszechną karą, ale również środkiem prewencji, co najmniej od początku XVI wieku. Trafiali tam także polscy jeńcy wojenni w okresie wojen polsko – moskiewskich. Stawali się kolonizatorami nowo przyłączonych do Rosji obszarów. Nie mogąc wrócić do ojczyzny, jako ludzie wykształceni i szlacheckiego pochodzenia często znajdowali zatrudnienie na różnych stanowiskach w administracji lub wojsku. Od XVIII wieku miejsce jeńców wojennych zajmowali zesłańcy polityczni – uczestnicy walk o niepodległość Polski. Byli wśród nich m.in. konfederaci barscy, powstańcy kościuszkowscy, listopadowi i styczniowi, członkowie organizacji konspiracyjnych i ruchów politycznych.

W polskiej literaturze i sztuce XIX wieku Syberia – miejsce katorgi – stała się synonimem rosyjskiej tyranii, symbolem zniewolenia i narodowego cierpienia. Z drugiej jednak strony część zesłańców znalazło na mroźnych pustkowiach swój nowy dom. Wielu Polaków przyczyniło się do lepszego poznania azjatyckiej części państwa rosyjskiego (np. geolog Jan Czerski, biolog Benedykt Dybowski). Nasi rodacy założyli na Syberii pierwsze mydlarnie i garbarnie, upowszechnili nieznane tam narzędzie rolnicze – pług, przeważali wśród adwokatów i lekarzy. Szacuje się, że na początku XX wieku na Syberii przebywało około 10 tysięcy Polaków, ale już pod koniec pierwszej wojny światowej liczebność społeczności polskiej za Uralem wzrosła do 300 tysięcy.

 

ZWIĄZEK RADZIECKI I OKRES DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ

         Przewrót bolszewicki w 1917 roku, a następnie powstanie Związku Radzieckiego, otworzyły nową tragiczną kartę w dziejach Polaków na Syberii. Części udało się wrócić do niepodległej Polski. Inni zostali poddani prześladowaniom. Znikły możliwości kultywowania tradycji narodowych i religii. Przeciwnicy władzy sowieckiej spędzali lata w łagrach. Carskie metody walki z przeciwnikami politycznymi zostały przejęte i udoskonalone przez komunistyczne władze na Kremlu, których decyzjami wywożono na Sybir już nie grupy więźniów, lecz tysięczne rzesze ludności cywilnej. Dotyczyło to mniejszości narodowych w Związku Sowieckim, podejrzewanych o nieprzychylność dla nowej władzy. Jako jedni z pierwszych represjom byli poddani Polacy pozostali na przedrozbiorowych Kresach Rzeczypospolitej, których prawie ćwierć miliona rozstrzelano lub wywieziono w latach 1936 – 1937 do Kazachstanu, gdzie ich potomkowie dotychczas przebywają w zwartych grupach osadniczych.

         Po 17 września 1939 roku, kiedy to Armia Czerwona przekroczyła granice Rzeczypospolitej Polskiej, na zagarniętych przez nią terenach rozpoczęła się eksterminacja ludności polskiej na niespotykaną dotychczas skalę. Zapoczątkowały ją aresztowania 110 tysięcy osób cywilnych, głównie mężczyzn. Później nastąpiły masowe deportacje całych rodzin. Wywożono zarówno obywateli polskich zamieszkałych na tych terenach przed wybuchem II wojny światowej, jak też i wielkie grupy ludności przybyłej z Polski Centralnej –  uciekinierów z terenów okupowanych przez Niemców. W czterech głównych akcjach deportacyjnych wywieziono łącznie (według różnych szacunkowych danych) około 1 – 1,5 miliona osób cywilnych. Oficjalne dokumenty rosyjskie mówią o zaledwie 320 tysiącach deportowanych.

Pierwsza deportacja

Wywózka 10 lutego 1940 roku objęła głównie ludność miejscową. Polacy stanowili w tym kontyngencie 70% wszystkich wywożonych, pozostałe 30% to ludność białoruska i ukraińska. Przesiedlano przede wszystkim osadników wojskowych, średnich i niższych urzędników państwowych, służbę leśną oraz pracowników PKP. Zabierano całe rodziny bez wyjątku. Zgodnie ze ściśle tajnymi materiałami radzieckimi deportowano ok. 140 tys. osób (inne szacunki mówią o 320 tys. osób). Zesłańców rozlokowano w Komi ASRR, w północnych obwodach RFSRR: archangielskim, czelabińskim, czkałowskim, gorkowskim, irkuckim, iwanowskim, jarosławskim, kirowskim, mołotowskim, nowosybirskim, omskim, swierdłowskim, w Jakuckiej i Baszkirskiej ASRR oraz Kraju Krasnojarskim i Ałtajskim. Wysiedlony kontyngent określono mianem „spiecpieriesieliency – osadniki”. Bardzo złe warunki atmosferyczne podczas transportu na Sybir, praca ponad siły przy wyrębie lasów oraz osady o charakterze prawie łagrowym, do których trafiła deportowana ludność, sprawiły, że śmiertelność tego kontyngentu była najwyższa.

Druga deportacja

W czasie drugiej deportacji (13 – 14 kwietnia 1940 roku) wysiedleniu podlegały rodziny wrogów ustroju: urzędników państwowych, wojskowych, policjantów, służby więziennej, nauczycieli, kupców, przemysłowców, bankierów, działaczy społecznych oraz rodziny osób aresztowanych dotychczas przez NKWD i zatrzymanych przy nielegalnej próbie przekroczenia granicy niemiecko-radzieckiej. Jednak akcja ta była dużo łagodniejsza od pierwszej. Złożyły się na to zarówno warunki termiczne (wiosna), jak i stopień winy wywożonych. O ile bowiem pierwsza wywózka klasyfikowała się wyłącznie do osad specjalnych, o tyle nowi zesłańcy, określani przez NKWD jako „administratiwno – wysłannyje”, podlegali jedynie przymusowemu przesiedleniu na nowe, wyznaczone miejsca stałego pobytu. W ramach tej akcji według oficjalnych danych zesłano ok. 61 tys. osób (są też szacunki wskazujące, że zesłanych było  330 tys.). Wyjątkowo duży był w tym przypadku odsetek kobiet i dzieci, wynosił bowiem do 80% całości transportów. Ludność tę osadzono w północnym Kazachstanie, w obwodach: aktiubińskim, akmolińskim, kustanajskim, pietropawłowskim, karagandyjskim, semipałatyńskim, pawłodarskim i północno-kazachstańskim. Kilka tysięcy skierowano też do obwodu czelabińskiego. W maju 1940, w ramach uzupełniania kontyngentów lutowego i kwietniowego, wywieziono niewielkie grupy Polaków, Żydów i Białorusinów z powiatów: białostockiego, lidzkiego i grodzieńskiego.

Trzecia deportacja

Trzecia deportacja (28 – 29 czerwca 1940 roku, część przesiedleń miała miejsce też w lipcu) objęła głównie uchodźców z centralnej i zachodniej Polski przybyłych w czasie działań wojennych na tereny, które znalazły się potem pod okupacją radziecką. Większość deportowanych stanowili Żydzi (do 80% całości kontyngentu), Białorusini i Ukraińcy. Liczba zesłańców, których w dokumentach radzieckich określa się mianem „spiecpieriesielency – bieżency”, wyniosła oficjalnie 80 tys. osób (niektóre szacunki mówią nawet o 420 tys. zesłanych). Zostali oni przesiedleni do Autonomicznych Republik Radzieckich: Jakuckiej, Komi i Maryjskiej, Ałtajskiego i Krasnojarskiego Kraju oraz do następujących obwodów RFSRR: archangielskiego, czelabińskiego, gorkowskiego, irkuckiego, mołotowskiego, nowosybirskiego, omskiego, swierdłowskiego. Wiele rodzin z racji tzw. jakości kontyngentu umieszczono, podobnie jak zesłańców z lutego 1940 roku, w specjalnych osadach pod całkowitą kontrolą NKWD.

Czwarta deportacja

W czasie czwartej wywózki (maj – czerwiec 1941roku) na wschód pojechała głównie ludność ze środowisk inteligenckich, pozostali jeszcze uchodźcy, rodziny kolejarzy, rodziny osób aresztowanych przez NKWD w czasie drugiego roku okupacji, wykwalifikowanych robotników oraz rzemieślników, zamożniejsze rodziny chłopskie. Dotknęła ona szczególnie mocno Białostocczyznę, Grodzieńszczyznę i Wileńszczyznę. Cała akcja odbyła się niejako w dwóch oddzielnych cyklach. W maju rozpoczęto wysiedlenie ludności z tzw. Zachodniej Ukrainy, w czerwcu z Zachodniej Białorusi i republik nadbałtyckich – Litwy, Łotwy i Estonii. W sumie deportowano ponad 85 tys. osób (są też szacunki określające liczbę deportowanych na 300 tys.). Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej zaskoczył niektóre transporty jeszcze na ziemiach białoruskich, co spowodowało utknięcie pociągów, niemieckie naloty na nie i dość duże straty w ludziach – sięgające nawet kilkunastu procent całości transportu. Deportowanych tych przypisano do kategorii „ssylno – posielency”. Określono też czas trwania zsyłki na 20 lat. Zesłańcy zostali rozmieszczeni w Kraju Ałtajskim i Krasnojarskim, Kazachskiej SRR, obwodzie nowosybirskim, omskim oraz dorzeczu Katuni i Biji.

Należy jeszcze wspomnieć o zesłaniach do łagrów w latach 1944 – 1946 członków polskich organizacji podziemnych, a zwłaszcza żołnierzy Armii Krajowej z Wileńszczyzny, Wołynia, Lwowa i okolic, ale także z Polski centralnej. Proceder wywózek trwał do początku lat pięćdziesiątych i objął około 90 tys. obywateli polskich.

Deportacje były starannie przygotowywane. We wszystkich obwodach przed operacją wywożenia rodzin sformowano trzyosobowe grupy operacyjne (trójki NKWD), które miały bezpośrednio wysiedlać rodziny, a następnie konwojować je do punktów zbornych, z których wysiedleńcy mieli być dowiezieni na stacje kolejowe i załadowani do wagonów. Grupami operacyjnymi dowodzili funkcjonariusze operacyjni NKWD i milicji, na dwóch pozostałych członków wyznaczano pracowników terenowych organów władzy i komitetów partii, podoficerów i szeregowych żołnierzy wojsk NKWD oraz członków Gwardii Robotniczej lub miejscowych milicjantów. Grupy operacyjne podlegały trójkom odcinkowym. Każdej grupie przydzielano do pomocy od dwóch do czterech „aktywistów wiejskich”, którzy mieli przejmować i zabezpieczać mienie wysiedlanych rodzin.

Wszyscy deportowani pamiętają moment wkroczenia funkcjonariuszy NKWD do domów, zazwyczaj nocą, gorączkowe pakowanie niezbędnych rzeczy w ciągu kilkudziesięciu minut, załadunek do wagonów towarowych. Wielokrotnie wracają do gehenny długich podróży wśród głodu, brudu, śmierci słabszych, nieludzkiego traktowania. Zesłani Polacy rozpłynęli się w niezliczonych więzieniach, obozach i miejscach przymusowego osiedlenia. Praca niewolnicza w łagrach, kopalniach, straszne warunki bytowania, ciągła troska o kęs chleba, prześladowania i okrucieństwo straży obozowej i sowieckiej administracji stanowiły codzienność wieloletniego pobytu na nieludzkiej ziemi. Ocenia się, że z zesłania nie wrócił co trzeci deportowany.

         Ale w tych strasznych czasach i okolicznościach bardzo wielu zesłańców zachowało człowieczeństwo, dobroć, współczucie, solidarność. Zawsze była żywa tęsknota za rodzinnym miastem lub wsią, za bliskimi oraz głęboka wiara, że Bóg nie pozwoli zginąć na stepie czy w tajdze i da powrócić „na ojczyzny łono”.

         Czasową ulgę dla Polaków znajdujących się na terytorium ZSRR przyniósł układ Sikorski – Majski, a zwłaszcza wynikający z niego dekret Rady Najwyższej ZSRR z 12 sierpnia 1941 roku o zwolnieniu z więzień, obozów pracy i łagrów obywateli polskich oraz przywróceniu zwalnianym i deportowanym obywatelstwa polskiego. W większych skupiskach Polaków ambasada polska zorganizowała specjalne komisje. Zwalniana ludność polska rozpoczęła wędrówkę z północy ZSRR na południe, gdzie warunki klimatyczne były korzystniejsze. Wielu mężczyzn wstępowało do Armii Polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa.

         Jednak już pod koniec 1941 roku zwalnianie ludności polskiej z obozów pracy, kołchozów i fabryk zostało zahamowane, a po zerwaniu stosunków dyplomatycznych z rządem Władysława Sikorskiego przez rząd ZSRR w wyniku  tzw.  „sprawy katyńskiej”  Polacy  w  Związku Radzieckim  ponownie pozostali bez opieki i pomocy materialnej.

         W latach 1944 i 1945 do organizowania polskich szkół, domów dziecka, pomocy rzeczowej przystąpił Związek Patriotów Polskich opanowany przez przedstawicieli lewicy komunistycznej. Udało się wtedy przesiedlić kilkanaście tysięcy deportowanych z rejonów, w których były ciężkie warunki klimatyczne, do europejskiej części ZSRR.

         6 lipca 1945 roku między Polską i Związkiem Radzieckim została podpisana umowa, która umożliwiała repatriację do kraju z głębi ZSRR. Władze sowieckie zgodziły się przywrócić osobom narodowości polskiej i żydowskiej obywatelstwo polskie, które posiadały do dnia 17 września 1939 roku. Trzeba było udowodnić dawną polską przynależność państwową. Powodowało to szereg komplikacji wobec braku odpowiednich dokumentów. Niemniej jednak w ramach akcji repatriacyjnej do końca 1949 roku powróciło do kraju blisko 270 tys. osób. Oznacza to, że wielu Polaków przebywających na terenie ZSRR w latach II wojny światowej ciągle pozostało w syberyjskich czy kazachstańskich obwodach. Repatriacja w latach pięćdziesiątych XX wieku objęła kolejnych 268 tys. osób. Ale według spisu ludności w 1959 roku aż 1 mln 380 tys. obywateli ZSRR uważało się za Polaków. Wielu z nich było uczestnikami deportacji z lat drugiej wojny światowej.

 

SYBIRACY Z GMINY NOWE PIEKUTY

         Nasi przodkowie zamieszkujący teren obecnej gminy Nowe Piekuty doznawali wielu represji ze strony rosyjskiego zaborcy, a potem radzieckiego okupanta. Przetrwały tylko okruchy informacji o zsyłkach na Syberię po powstaniu styczniowym. Wiemy o nakazie opuszczenia parafii Piekuty w 1865 roku przez księdza Koćmierowskiego, ponieważ wspierał bohaterskich powstańców. Znane są też kłopoty dziedzica Stokowiska w drugiej połowie XIX wieku o nazwisku Kiersnowski, którego syn nie krył nienawiści do Rosjan i był zamieszany w zamach na lokalnego policmajstra. Groził mu wyrok śmierci, a w najlepszym wypadku katorga, czyli kara ciężkich robót połączona z zesłaniem. Dzięki łapówce udało się uniknąć najgorszego.

         Formą represji było też zniesienie przez rząd carski unii brzeskiej, czego następstwem stała się likwidacja parafii grekokatolickiej (unickiej) w Hodyszewie. W 1875 roku osiadł tu duchowny prawosławny. Podczas I wojny światowej wycofujące się w 1915 roku wojska rosyjskie dokonywały rabunków i podpaleń. Właśnie wtedy spłonął drewniany kościół w Piekutach. Deportowano też w głąb Rosji niektóre rodziny. Takimi byli między innymi Krajewscy z Krasowa Częstek oraz Katarzyna, Stefan, Teodor i Paweł Jakoniukowie. Wrócili oni do odrodzonej Polski w 1918 roku. Ze szczątkowych, przekazywanych ustnie z pokolenia na pokolenie relacji wynika, że ci Sybiracy sprzed blisko stu lat zapamiętali przeraźliwe zimno, brak jedzenia, „zupy” z pokrzyw, zakaźne choroby. Paweł Jakoniuk zmarł podczas transportu. Jego ciało wyniesiono z wagonu i pogrzebano gdzieś przy torach.

         Należy też wspomnieć o żołnierzach Wojska Polskiego, którzy w 1939 roku trafili do radzieckiej niewoli. Dość dobrze znamy tragedię oficerów z obozów w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie. Mniej wiemy o tułaczce zwalnianych podoficerów i szeregowców, a często ich powroty do rodzin przeciągały się na wiele miesięcy i lat. Tadeusz Jaźwiński, właściciel majątku w Stokowisku, walczył w kampanii wrześniowej w stopniu wachmistrza w warszawskim I Pułku Szwoleżerów im. Józefa Piłsudskiego. Został wzięty do sowieckiej niewoli. Zwolniono go jednak, gdyż nie był oficerem. Do Stokowiska  nie wrócił, obawiając się aresztowania przez NKWD. Ukrywał się w Nurze u swoich teściów.

         Z kolei Władysław Krasowski z Krasowa Częstek przebywał jako jeniec w pobliżu Kozielska i był zmuszany do pracy w kołchozie. On i współtowarzysze niedoli mieszkali w nieogrzewanych barakach, dokuczał im głód i choroby. Do rodziny wrócił w lipcu 1940 roku. Aleksander Grabowski z Tłoczewa, gdy wracał w październiku 1939 roku do domu po rozbiciu jego oddziału wojskowego, miał prawdziwego pecha. Został złapany przez Rosjan koło Hodyszewa i wywieziony w głąb ZSRR. Wrócił dopiero po dwóch latach.

W wyniku przegranej przez Polskę wojny obronnej w 1939 roku gmina Piekuty znalazła się pod okupacją radziecką. W ramach zmian administracyjnych większość sołectw stanowiłosielsowiet Piekuty należący do rejonu Brańsk, kilka wsi włączono dosielsowieta w Brzozowie Starym, będącym częścią rejonu Łapy.     Sowieci przystąpili szybko do „oczyszczania” okolicy z ludzi, którzy coś znaczyli w środowisku lub byli związani ze stronnictwami politycznymi działającymi w II Rzeczypospolitej. Poszukiwali członków rodziny ziemiańskiej Jaźwińskich ze Stokowiska, ale ci w porę wyjechali na obszary, które znalazły się pod kontrolą niemiecką. W ich dworku funkcjonariusze NKWD uczynili na pewien czas swoją kwaterę. Pod ciągłym nadzorem znajdowała się rodzina młynarza Kazimierza Borowskiego ze wsi Łopienie Szelągi. Młyn został im odebrany, a jego kierownikiem uczyniono kowala, który nie znał się zupełnie na młynarstwie. Jesienią 1939 roku aresztowano kilkoro nauczycieli ze szkoły w Piekutach, proboszcza piekuckiej parafii, a także Tadeusza Borowskiego ze wsi Łopienie Zyski, który przyznawał się do przynależności do Komunistycznej Partii Polski. Później zwrócono im wolność. Kilkunastu mężczyzn z terenu gminy Nowe Piekuty w wieku od 20 do 60 lat trafiło do więzień na dłużej, a następnie niektórzy w pierwszej połowie 1940 roku zostali wywiezieni do obozów pracy w rejonie Archangielska i Norylska. Na wiosnę 1941 roku aresztowano nauczycielkę szkoły w Piekutach Marię Rosłowicz. 21 czerwca 1941 roku została ona zamordowana przez funkcjonariuszy NKWD. Jej grób znajduje się na cmentarzu w Nowych Piekutach.

         Te akcje sowieckiego okupanta oraz informacje docierające od rodziny  i znajomych mieszkających w innych częściach przedwojennego województwa białostockiego powodowały, że  aresztowania i  zsyłki  stały się tematem codziennych rozmów. Padały pytania: „Kto następny?”, „Czy jesteśmy na liście?”. Wiele rodzin żyło w ciągłym napięciu, w oczekiwaniu na najgorsze. Mężczyźni zaczęli się ukrywać.

         W połowie czerwca 1941 roku w gminie Piekuty zawrzało. Rozpoczęły się wywózki całych rodzin. Główną akcję deportacyjną przeprowadzono w nocy z 19 na 20 czerwca i z 20 na 21 czerwca, a więc tuż przed wybuchem wojny niemiecko – radzieckiej. Mężczyźni w sile wieku, jeśli nie zdążyli się ukryć, byli osadzani w więzieniach. Fakt ten spowodował, że po wkroczeniu Niemców często mogli wrócić do domów. Natomiast ich żony, dzieci, rodzice po załadowaniu do transportów kolejowych w Szepietowie lub w Łapach odbywali straszliwą podróż w głąb Związku Radzieckiego.

         Oto struktura wiekowa deportowanych z terenu gminy Piekuty w czerwcu 1941 roku:

  • dzieci w wieku do 16 lat – 32%,
  • kobiety w wieku 17-60 lat – 26%,
  • mężczyźni w wieku 17-60 lat – 16%,
  • kobiety i mężczyźni po 60 roku życia – 26%.

         Nie udało się precyzyjnie ustalić wszystkich miejsc deportacji rodzin z gminy Nowe Piekuty. Wielu Sybiraków było wtedy chłopskimi, zalęknionymi dziećmi, zrozpaczonymi i wyobcowanymi w miejscach przymusowego osiedlenia. Czasem podają zapamiętane nazwy w formie zniekształconej. Można jednak wskazać ogólniejsze obszary ich pobytu na nieludzkiej ziemi. Większość przebywała na zesłaniu w obwodzie omskim: w Tobolsku i okolicach, w Omsku i okolicach, wokół Niżnej Tawdy - w rejonach tawdziańskim i wiliżańskim. Niektórzy trafili do Pawłodaru i okolic Ałma -Aty w Kazachstanie, Republiki Komi, Archangielska, Nowosybirska. Prawie wszyscy zesłańcy z terenu obecnej gminy Nowe Piekuty dotarli w bydlęcych wagonach do miasta Tiumeń. Stąd barkami rzecznymi byli transportowani do docelowych miejsc przymusowego pobytu.

         Z grona około 130 Sybiraków z terenu obecnej gminy Nowe Piekuty, którzy byli deportowani w 1941 roku, na wygnaniu zmarły 32 osoby. Syberyjskie miejsce urodzenia spośród obecnie żyjących zesłańców ma natomiast pan Władysław Gąsowski, który przyszedł na  świat w 1942 roku. Strukturę wiekową tych, którzy złożyli kości z dala od rodzinnych stron, prezentuje poniższe zestawienie:

  • dzieci w wieku do 16 lat – 9%,
  • kobiety w wieku 17-60 lat – 15%,
  • mężczyźni w wieku 17-60 lat – 48%,
  • kobiety i mężczyźni po 60 roku życia – 28%.

         Śmierć na nieludzkiej ziemi starszych zesłańców w wieku ponad 60 lat nie dziwi. Zaskakuje natomiast duża śmiertelność wśród mężczyzn w sile wieku. Ale to właśnie oni byli więźniami łagrów i wykonywali najbardziej wyczerpujące prace. Natomiast dzieci były chronione przez bliskich przed skutkami straszliwej egzystencji. Dbano, by całe i zdrowe mogły wrócić do kraju.

         Nie sposób wyrazić słowami gehenny podróży i  lat pobytu w tajdze czy na stepie. We wszystkich relacjach pojawia się wspomnienie głodu. Podstawą pożywienia były skromne porcje chleba. Zjadano go nad chusteczkami, aby nie stracić chociaż okruszyny. Niewielkie „nadwyżki” suszono i trzymano na gorsze czasy. Cenniejsze przedmioty i ubrania zabrane z Polski były wymieniane na zmarznięte ziemniaki, kiszoną kapustę, rzepę. Podczas krótkiego lata można było liczyć na zdobycie jakichś resztek jedzenia, roślin z pól lub złapanie polnych i leśnych zwierzątek.  Deportowani zetknęli się także z wszechobecnym brudem i różnymi insektami, których nie można było wytępić z powodu braku środków przeciwko nim. Zesłańcy mieli obowiązek pracy. Kobiety zatrudniano na ogół przy pracach pomocniczych, ale były też przypadki obciążania ich zajęciami takimi samymi jak mężczyzn., np. przy wyrębie lasu. Na terenach wysuniętych bardziej na północ panowały trudne warunki atmosferyczne. W zimie przerywano prace dopiero przy 40 stopniach mrozu. Niektórzy wspominają mrozy dochodzące do –70 stopni. Z kolei na terenach stepowych niebezpieczna była zamieć zwana „buranem”. Dokuczał też brak opału i dlatego wykorzystywano do palenia wysuszone odchody zwierząt zwane „kiziakami”.

         Szczególne wzruszenie Sybiraków wywołują wspomnienia obchodzonych potajemnie świąt katolickich oraz wspólnej modlitwy i śpiewania pieśni patriotycznych. Krzyżyk, medalik czy modlitewnik stawały się najcenniejszymi przedmiotami, przypominały Ojczyznę i rodzinne strony, dodawały otuchy i wiary w odmianę losu.

Z dalekiej Syberii, ze stepów Kazachstanu, z obszarów północnych Związku  Radzieckiego powróciło  blisko 100 zesłańców. Pierwsi  w rodzinne  strony przybywali już w połowie 1945 roku. Ostatni wyczekiwali niecierpliwie na powrót na terenie Ukrainy i mogli wyruszyć do Ojczyzny w 1946 roku. Witali ich serdecznie członkowie rodziny, którzy uniknęli deportacji, życzliwi sąsiedzi, przyjaciele. Czasem Sybiracy zastawali ograbione, zniszczone domostwa. Podejmowali jednak wysiłek ich odbudowy, rozpoczynali nowy etap życia na ojczystej ziemi.

Przez długie lata deportacje ludności polskiej w głąb Związku Radzieckiego w latach II wojny światowej były tematem, który starano się ukryć. Władze PRL zakazały mówić i pisać o zsyłkach, łagrach, „Polskiej Golgocie Wschodu”. Sybiracy także milczeli, bo po powrocie z zesłania groziło im uwięzienie w Polsce. W naszej ojczyźnie doszło jednak do obalenia rządów komunistycznych i demokratycznych przemian. W 1989 roku reaktywowano powstały jeszcze w 1928 roku Związek Sybiraków. Zesłańcy z gminy Nowe Piekuty także włączyli się w nurt odtwarzania organizacji sybirackiej. Wraz z towarzyszami niedoli z gmin: Wysokie Mazowieckie, Kulesze Kościelne, Kobylin Borzymy, Sokoły, Szepietowo przybyli 16 września 1989 roku na zebranie założycielskie Koła Związku Sybiraków w Wysokiem Mazowieckiem. Wielu z nich do dziś jest jego aktywnymi działaczami.

 

           Opracował: Jan Pogorzelski – nauczyciel historii w Zespole Szkół  w Nowych Piekutach,

                                        opiekun Klubu Wnuka Sybiraka.

  •  
ZESPÓŁ SZKÓŁ W NOWYCH PIEKUTACH
Realizacja:AKTIZ